W połowie maja rozmawialiśmy z Mirosławem Tkaczykiem, mieszkańcem Włoch, który podzielił się refleksjami z innej perspektywy.
Głos Włochowski (GW): Mirku, cieszymy się, że zgodziłeś się z nami porozmawiać. Może na początek powiesz dwa słowa o sobie, żeby nasi Czytelnicy mogli Cię lepiej poznać. Od jak dawna mieszkasz we Włochach?
Mirosław Tkaczyk (MT): To ja bardzo się cieszę, że mam z kim rozmawiać, bo uwielbiam kontakt z ludźmi. Urodziłem się w Warszawie w 1956 r. i do 2010 r. mieszkałem w różnych miejscach na Ochocie. Od urodzenia jestem osobą niepełnosprawną, cierpię na mózgowe porażenie dziecięce. Do 2010 r. poruszałem się o kulach, ale w pewnym momencie na moich barkach było zbyt duże obciążenie. Dosłownie! Stanąłem przed wyborem: dalsze pogarszanie się stanu barków lub wózek inwalidzki. Wybrałem tę drugą opcję.
GW: To wtedy przeprowadziłeś się do naszej dzielnicy?
MT: Tak, moje ostatnie mieszkanie na Ochocie było co prawda na parterze, ale był to wysoki parter. Pięć czy sześć schodków można pokonywać, poruszając się o kulach, ale dla osoby poruszającej się na wózku, jest to poważna bariera architektoniczna. Złożyłem wniosek o przyznanie mieszkania pozbawionego takiej bariery.
GW: Długo trwały procedury?
MT: Około roku. Jeszcze kiedy mieszkaliśmy na Ochocie, to żona powiedziała, że podoba jej się ten budynek i chciałaby kiedyś w nim zamieszkać. No i proszę! Dostaliśmy mieszkanie akurat w tym bloku. No i też na parterze.
GW: To na pewno duże ułatwienie.
MT: Oj tak! Ja jestem osobą niepełnosprawną, ale bardzo aktywną. Nie lubię siedzieć w domu, wspólnie z żoną prowadzę działalność gospodarczą, dużo jeżdżę autem. Dla mnie samochód zawsze był przedłużeniem kul.
GW: Wspomniałeś o działalności gospodarczej? Czym się zajmujecie?
MT: Jako młody chłopak bardzo chciałem studiować psychologię. Dwa razy próbowałem się dostać na studia, niestety nieskutecznie. To był wtedy bardzo oblegany kierunek. Ukończyłem szkołę pomaturalną, zacząłem pracować w spółdzielczości. Po jakimś czasie jednak założyłem działalność gospodarczą, a od 2006 r. prowadzę stoisko z artykułami dla zwierząt. Najpierw przy hali Banacha, a od 2016 r. w hali Zieleniak.
GW: Dlaczego akurat akcesoria dla zwierząt?
MT: Kocham zwierzęta. One nieraz są mądrzejsze i lepsze niż ludzie. (naszej rozmowie przez pewien czas przysłuchuje się Hilda, ośmioletnia rottweilerka). Zwierzę Cię nie zawiedzie.
GW: Jak z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej wygląda poruszanie się autem po naszej dzielnicy?
MT: Samochód i telefon to dwa podstawowe narzędzia, które umożliwiają mi kontakt z ludźmi. A jak już wspomniałem, kontakty międzyludzkie są dla mnie ogromnie ważne. Nie przy każdym punkcie użyteczności publicznej są wyznaczone miejsca parkingowe dla osób z ograniczoną możliwością poruszania się. Weźmy np. budynek poczty przy Popularnej, czy kościół przy tej samej ulicy. Tam „kopert” nie ma. To samo przy Parku Cietrzewia.
GW: A jak już wysiądziesz z auta? Jak oceniasz dzielnicową infrastrukturę, kiedy poruszasz się bez samochodu.
MT: To zależy od miejsca, np. nie mogę się dostać do przychodni przy ul. Cegielnianej, bo tam nie ma podjazdu dla wózków do części dla osób dorosłych. Jest tylko podjazd do wejścia dla dzieci. Brakuje też zwykłej barierki. Problemem może być też rozkopany chodnik, którego nie ma jak ominąć, kiedy poruszasz się na wózku.
GW: Czyli jest jeszcze wiele do zrobienia…
MT: Chcę zostać dobrze zrozumiany. To nie są rzeczy, które tylko mi nie pasują. To niedogodności dla wszystkich, którzy poruszają się na wózku. Ale nie tylko, bo także dla rodziców z wózkami dziecięcymi, czy innych osób. Ulica Dojazdowa oświetlona jest tylko na części długości, dalej jest ciemno. Tak samo ciemno dla wszystkich. Albo wysoki krawężnik zaraz przy furtce na podwórko bloku, w którym mieszkam. Tego progu nie pokonam ani ja, ani matka idącą na spacer z dzieckiem. Chociaż budynek miał być przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Nie mam natomiast wątpliwości, że od kiedy zamieszkałem w dzielnicy Włochy, to udogodnień dla osób z ograniczeniami ruchowymi stale przybywa. Jednak na Ochocie jest więcej „kopert” niż we Włochach. Skoro przy Parku Szczęśliwickim wydzielone są miejsca parkingowe dla osób niepełnosprawnych, to można wyznaczyć je również przy Parku Cietrzewia, czy w innych miejscach przeznaczonych do rekreacji.
GW: Możemy się cieszyć z Twoich słów o zachodzących zmianach i robić wszystko, żeby Włochy zmieniały się na korzyść nas wszystkich. Dziękujemy za rozmowę, za to, że poświęciłeś nam czas.
MT: I ja dziękuję.

