Teoria demokracji

Wybory
Fot. Pixabay

Bieżąca kadencja władz samorządowych we Włochach stworzyła rządzącej koalicji POKO/WMDW niesłychaną okazję do wielkich przemian. Nie dość, że ustawodawca wydłużył samorządowcom czas sprawowania rządów z 4 do 5 lat, to budżety Warszawy i dzielnicy Włochy dosłownie zalane zostały olbrzymimi wpływami podatkowymi pozwalającymi na realizację najbardziej śmiałych planów i obietnic (por. Głos Włochowski nr 1/2021).

Na dobitkę tzw. pandemia umożliwiła poczynienie olbrzymich oszczędności m. in. na ograniczeniu kosztów utrzymania infrastruktury szkolnej i zamrożeniu działalności kulturalnej.

Czy ten olbrzymi wzrost środków finansowych skutkuje proporcjonalnym wzrostem osiągnięć rządzącej koalicji? Niestety, nie. Rządząca koalicja przechwala się co prawda niesłychanie kosztownym wychodkiem zbudowanym w Parku Kombatantów (za 400 tys. zł) czy Źródełkiem-Poidełkiem (za 45 tys. zł), które miało dodawać mieszkańcom Włoch „zdrowia, życia i urody”.

Wydatki te należy jednak zaliczyć do inwestycji drobnych, zwłaszcza że wspomniany wychodek praktycznie nie działa, a z szumnie reklamowanego metalowego złomu nie popłynęła nigdy ani kropla wody. Daleko poważniej wyglądają inne wydatki, którymi radni POKO/WMDW nie kwapią się chwalić – budowy dróg w okolicy inwestycji budowlanych i dziwne dodatkowe zapłaty za budowę szkoły przy ulicy Radarowej.

Koszty te jednak nie służą realizacji dobra publicznego lub choćby zaspokojeniu potrzeby dużej liczby mieszkańców Włoch lecz najwyraźniej zmierzają do wsparcia konkretnych firm developerskich zaprzyjaźnionych z rządzącymi radnymi. Próżno by natomiast doszukiwać się np. obiecanego nowego basenu czy linii tramwajowej zapowiedzianej przez Konrada W. choć radny ten dołączył do rządzącej koalicji i jakieś (jakie?) jego postulaty z pewnością są realizowane.

Niespełnione obietnice

Teoria demokracji zakłada, że politycy dobrze reprezentują interesy swoich wyborców, ponieważ przymusza ich do tego rygor odsunięcia do władzy w kolejnych wyborach. Tymczasem widzimy, że wybitni przywódcy naszej społeczności poważne środki pompują w interesy developerów, a z własnego elektoratu kpią sobie w żywe oczy mamiąc go wychodkami i „źródełkami”. Ten fenomen zasługuje na uwagę i analizę.

Koncepcja demokracji zakłada, że wyborcy racjonalnie kierują się własnym interesem. Tymczasem nawet tylko pobieżny ogląd rzeczywistości dowodzi, że taki racjonalny wybór w lokalu wyborczym jest wyjątkiem a nie regułą. Ostatnie wybory samorządowe zdominowała olbrzymia grupa wyborców kierująca się negatywnymi emocjami w stosunku do PiS. Określenie „negatywne emocje” to w istocie spory eufemizm albowiem z badań Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego wnioskować można, że chodzi raczej o nienawistny amok. Wyborca doprowadzony do takiego stanu emocjonalnego absolutnie nie miał zdolności do żadnego wyboru ponieważ z góry odrzucał pewne możliwości lub nawet ograniczał swój wybór do jednego ugrupowania postrzeganego jako skutecznego wroga obiektu swojej nienawiści.

Jak głosować

Oczywiście taki stan rzeczy nie uchodzi uwadze politycznych manipulatorów. Skoro elektorat rządzącej koalicji udał się do urn w celu rozładowania swoich negatywnych emocji, to już przy urnie dostał czego chciał i nie ma potrzeby wydawania pieniędzy publicznych na realizację interesów tego elektoratu. Z punktu widzenia pragmatyki politycznej słusznie więc POKO/WMDW ignoruje swoich wyborców uznając ich za ofiary indukowanych namiętności.

Ta sama pragmatyka polityczna dostarcza jednocześnie wskazówkę, jak przed lekceważeniem przez polityków bronić się mogą wyborcy zdolni do zapanowania nad swoimi emocjami i wymuszania przy urnie realizacji dobra publicznego lub choćby dobra własnego. Ponieważ z punktu widzenia polityków liczyć się trzeba z wyborcami zdolnymi do szerokiego wyboru, to należy tę zdolność posunąć do ostatecznych granic i – zapominając o symbolach partyjnych – głosować wyłącznie personalnie.

Krzysztof Czuma