W ostatnim czasie radni Koalicji Obywatelskiej Halina Berłowska i Mateusz Załęski postanowili być bardziej „obywatelscy”.
Tym razem włochowscy demokraci zabrali się za tak zwaną inicjatywę lokalną i przy wsparciu urzędu dzielnicy zaczęli organizować śniadania na trawie przy klimatycznej muzyce. Warto w tym miejscu przypomnieć, że niedawno radna Halina Berłowska zasłynęła wypowiedzią o przeprowadzaniu kontroli wycinki drzew ze swojego balkonu (o czym pisaliśmy w artykule „Wykarczowanie przez zaniechanie”, Głos Włochowski nr 4/2023), natomiast radny Mateusz Załęski – obietnicami wyborczymi, które nie leżą w kompetencji radnych jak np. budowa trasy NS (o czym więcej tutaj).
Zaznaczyć należy, że inicjatywa lokalna stanowi przede wszystkim instrument skierowany do zwykłych mieszkańców, którzy nie mają takich możliwości w realizacji swoich pomysłów, jak radni. Zgodnie z założeniami inicjatywa lokalna ma być przecież formą współpracy na linii urząd–mieszkańcy, a nie urząd–radni. Jej zasadniczym celem są wspólne działania na rzecz społeczności lokalnej. Według informacji zamieszczonej na oficjalnej stronie warszawskiego ratusza możemy przeczytać, że: Inicjatywa lokalna to jedna z form współpracy samorządu z mieszkankami i mieszkańcami. Jej celem są wspólne działania na rzecz społeczności lokalnej.
Czy śniadania na trawie organizowane przez radnych KO przy finansowym wsparciu urzędu, można uznać za niezbędne działania przynoszące mieszkańcom jakiekolwiek wymierne korzyści? Czy tylko za oczywistą formę promocji radnych rządzących dzielnicą, którzy wydarzenie sfinansowali z publicznych środków? Wydaje się, że odpowiedź na te pytania nie budzi żadnych wątpliwości i pokazuje, jaki jest cel tego przedsięwzięcia. Dodatkowo w tym przypadku bezsprzecznie widać złamanie idei inicjatywy lokalnej.
Wątpliwości budzi również znikome zainteresowanie mieszkańców dzielnicy opisywanym wydarzeniem. Co prawda w czasie „śniadania” można było zauważyć grupę ok. 50 osób skupionych w niewielkiej odległości od głównych atrakcji, jednak sporą część z nich stanowili pracownicy urzędu, radni oraz ich rodziny i znajomi. Odrębną grupę utworzyli też mieszkańcy, którzy z rodzinami wyszli na przedpołudniowy, sobotni spacer, nie wiedząc nic wcześniej o wydarzeniu. Świadczy o tym fakt, że do obecnej na miejscu redakcji kilka razy podchodzili przechodnie, pytając: „co to za wydarzenie?”. Bez wątpienia wpływ na frekwencję miała również lokalizacja wydarzenia czyli Stawy Cietrzewia – tuż obok jednej z najpopularniejszych pizzerii w naszej dzielnicy, co w połączeniu z darmowym posiłkiem stworzyło ciekawą alternatywę dla odwiedzających ten lokal gastronomiczny.
Wszystko to sprawia, że opisane wydarzenia zdają się być głównie zabiegiem marketingowym, który ma stworzyć wrażenie ciężkiej pracy radnych na rzecz mieszkańców. Widać to gołym okiem po licznych samochwałach na portalach społecznościowych. Warto również odnotować, że do wspólnej fotografii, ku widocznemu niezadowoleniu organizatorów, ustawili się nawet radni, którzy oprócz obecności na śniadaniu nie mieli żadnego wkładu w organizację wydarzenia.
Otwartą kwestią pozostaje pytanie, czy inicjatywa radnych nie była dodatkowo uprzywilejowana, a ich wniosek traktowany priorytetowo, kosztem innych wartościowych pomysłów zgłaszanych przez mieszkańców. Powyższe budzi wątpliwości tym bardziej, że dzielnicowy urzędnik, który odpowiada za koordynację tego typu projektów, jest członkiem włochowskiego koła Platformy Obywatelskiej. Ocenę tego pozostawiamy czytelnikom.
Również to, jaki skutek może przynieść swoiste zawłaszczanie przez lokalną władzę, a przede wszystkim przez popierających ją radnych, instrumentów obywatelskich można zauważyć w opublikowanych przez m.st. Warszawa tegorocznych statystykach udziału mieszkańców dzielnicy w głosowaniu na inicjatywy zgłoszone w ramach budżetu obywatelskiego. Zgodnie z podanymi danymi, we Włochach na projekty zgłoszone w ramach budżetu partycypacyjnego głosowało tylko 36 osób na 1 000 mieszkańców. Wynik taki sprawił, że nasza dzielnica w ciągu pięciu lat z dzielnicy będącej w czołówce pod względem udziału głosów mieszkańców spadła na ostatnie miejsce, ex aequo z Wilanowem!
Wydaje się, że potwierdza to szerzącą się już od jakiegoś czasu tezę, że słabnące zainteresowanie i udział mieszkańców w budżecie obywatelskim związane są z brakiem wiary w przeforsowanie własnych pomysłów ponad te zgłoszone przez radnych związanych z władzą. Czy i w tym kierunku pójdzie również wykorzystanie inicjatywy lokalnej i stanie się ona instrumentem dzięki, którym radni przy pomocy urzędu będą dokonywać własnej promocji? Będziemy to obserwować, wszakże ostatecznie rachunkiem za śniadanie podzielą się wszyscy mieszkańcy dzielnicy.
Wojciech Ilczuk

