95 lat temu, w 1927 r. przy ul. Inżynierskiej (dziś ul. Cz. Kłosia) powstał największy włochowski zakład w okresie międzywojennym – Polskie Zakłady Elektrotechniki „Era” (skrót od czeskiej nazwy „Elektrotechnicky Regulator Automaticky”).
Fabryka mająca 25 proc. udziałów kapitału czechosłowackiego obejmowała m.in. warsztaty, pracownie i biuro. Prowadziły do niej dwie bramy: reprezentacyjna od strony ul. Inżynierskiej oraz dostawcza od strony ul. Pocztowej (dziś ul. Śląska). Początkowo zakład zajmował tylko 430 m² powierzchni i zatrudniał 27 osób.
W 1928 r. przedsiębiorstwo powiększono o magazyn i halę montażową. Pod koniec okresu międzywojennego powierzchnia firmy zwiększyła się do 2500 m², a zatrudnienie sięgnęło blisko 500 osób.
Wzorcowa fabryka
„Era” była wzorcową firmą, w której cała produkcja odbywała się według nowoczesnej technologii. W zakładzie były produkowane prądnice, samoczynne regulatory napięcia do wagonów, parowozów i samolotów, elementy do min dla wojska, wyłączniki olejowe i suche, a także odbiorniki radiowe oraz inne zespoły instalacji oświetleniowych na potrzeby PKP.
W latach 30. XX w. specjalnością firmy stały się urządzenia miernicze o bardzo dużej dokładności, produkowane według licencji firmy austriackiej „Norma”. Z czasem niektórymi produktami zainteresowało się wojsko (np. elementy do min), a zasilacze urządzeń radiowych były instalowane w samolotach. Uruchomiono również produkcję zbrojeniową, m.in. prądnic i reflektorów dla czołgów.
Produkty „Ery” zostały np. nagrodzone podczas Międzynarodowej Wystawy Komunikacji i Turystyki w Poznaniu odbywającej się z okazji międzynarodowego kongresu w 1930 r.
Pierwszym dyrektorem polskiej „Ery” był Włodzimierz (Natan) Wiesenberg, przybyły z Czechosłowacji, który zapisał się jako społecznik i filantrop. Był prezesem Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości i klubu „Przyszłość”. Dzięki jego wstawiennictwu w 1938 r. klub uzyskał stadion, na którym rozgrywa się mecze do dziś.
Ponadto wynegocjował budowę odnogi kolejki EKD do Włoch, załatwił zniżkę dla członków stowarzyszenia na przejazdy kolejką EKD. Wspierał także Straż Ogniową, pomógł również gminie w założeniu oświetlenia ulicznego. Wspominano go jako człowieka niezwykle kulturalnego, skromnego i zarazem eleganckiego. Tuż przed wybuchem wojny zdołał wraz z małżonką wyjechać z Polski.
Okupacja i genialny projekt
W czasie okupacji nadzór nad „Erą” przejął niemiecki koncern Siemens-Schuckert, przystosowując działalność spółki do potrzeb okupanta. Mimo tego polski personel, w tajemnicy przed Niemcami, montował tu prądnice radiowe dla ruchu oporu. Same warsztaty Niemcy zniszczyli na przełomie 1944 i 1945 r., a część maszyn wywieźli.
Po wojnie „Erę” udało się uruchomić w 1946 r. i natychmiast rozpoczęto produkcję mierników. W 1948 r. zakład został „upaństwowiony” przez władze komunistyczne. W 1949 r. pracowało tu już 200 osób, ale borykano się z bałaganem organizacyjnym i brakami w dostawach surowców. W połowie lat 50. XX wieku firma produkowała cenione w kraju woltomierze, amperomierze i inne przyrządy pomiarowe, nieco później wytwarzano tu również przerywacze do świateł kierunkowskazów Fiata.
W 1970 r. w ZWPP „Era” powołano Pion Rozwojowo-Produkcyjny kierowany przez mgr. inż. Jacka Karpińskiego. Według jego projektu podjęto też opracowanie minikomputera K-202. Zespół w szybkim tempie rozrastał się dzięki naborowi wielu świetnych specjalistów.
W roku 1971 r. na wystawie w londyńskiej Olimpii zaprezentowano obok siebie komputery: brytyjski Modular One, maszyny amerykańskie i minikomputer polski K-202, zaprojektowany w roku 1969 właśnie przez Jacka Karpińskiego.
Wszystkie te maszyny były 16-bitowe, miały 64 kB pamięci, a K-202 miał aż 8 MB, zatem mógł on wykonywać ponad milion operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. Posiadał pamięć ferrytową, zamiast pamięci na układach scalonych. Był wielkości małej walizki – czyli powstałego w roku 1981 PC firmy IBM – model IBM 5150 (wypada jednak podkreślić, że zbudowany przez IBM pierwszy pecet nie dorównywał K-202).
W tym samym roku 1971 K-202 został zaprezentowany na Międzynarodowych Targach w Poznaniu. Jego stoisko znalazło się obok wystawionej 8-bitowej Odry Elwro. Stoisko Karpińskiego odwiedził też ówczesny I sekretarz PZPR Edward Gierek, obiecując pomoc w rozwoju projektu. Do stoiska Elwro natomiast w ogóle nie podszedł. No i wtedy zaczęła się rozgrywka polityczna.
Niezwykła technologia
W tym samym mniej więcej czasie odwiedziło Karpińskiego dwóch inżynierów, przedstawicieli znaczących wówczas firm amerykańskich CDC i DEC. Pytali jak dokonał takiego cudu? Karpiński powiedział im, żeby się sami domyślili – jednak po dwóch dniach – kiedy niczego nie wymyślili, odkrył przed nimi swoje rozwiązanie – nie zawracając sobie głowy jego opatentowaniem (chodziło o tzw. stronicowanie pamięci).
W roku 1972 r., Karpiński z Zakładem Minikomputerów ruszył z produkcją. Spośród 30-tu pierwszych sztuk, połowa trafiła za granicę, a pozostałe zainstalowane zostały w MSW, MSZ, Krajowej Dyspozycji Mocy, w Marynarce Wojennej, na politechnikach, uniwersytetach, a także w biurach projektowych i przemyśle ciężkim.
Użytkownicy byli zachwyceni. Rozważało się także zastosowanie nowej technologii na statkach. W produkcji było wtedy następnych 200 szt., a portfel zamówień liczył 3000 szt. Sytuacja wydawała się być doskonała. A jednak Karpiński został wyrzucony z pracy, Zakład Minikomputerów zamknięto, a 200 szt. K-202 w trakcie produkcji zostało „utopionych”. Mało tego, konstruktor dostał „wilczy bilet”, zabraniający mu pracy w elektronice i informatyce. Dlaczego?
Po pierwsze, Elwro zatrudniało wówczas 6 tys. pracowników, a Instytut Maszyn Matematycznych, gdzie pracował Karpiński tylko 200. Po drugie, wkład dolarowy do K-202 wynosił ok. 1800 dol., do Odry ok. 30 tys. dol. W końcu Elwro broniło własnej pozycji, więc zwróciło się do ówczesnego premiera Polski, Jaroszewicza z prośbą o „pomoc” – i tę pomoc dostali.
Ponadto w roku 1970 ZSRR wystąpił z inicjatywą stworzenia jednolitego typu komputera dla Układu Warszawskiego. Skopiowano projekt IBM-360 i nazwano go RIAD. W każdym kraju satelickim produkowany był wówczas jeden typ komputera – w Polsce RIAD 30, na Węgrzech RIAD 10, w NRD RIAD 20, zaś w ZSRR RIAD 50.
W roku 1972 do Polski przyjechał z całą delegacją główny konstruktor RIAD-a – Ławronow. Obejrzał K-202 i powiedział: „niemożliwe, taka maszyna musi zająć całą ścianę dużego pomieszczenia”. Spytał Karpińskiego: „Czy K-202 jest odporny na wstrząsy i czy wymaga klimatyzacji (tak jak Odry)?”
Karpiński powiedział mu, że można na nim łupać kamienie, po czym wylał na K-202 szklankę wody. Komputer pracował spokojnie dalej. Ławronow spytał go wówczas, czy można system przerobić na RIAD. Dowiedział się wtedy od Karpińskiego, że tak – tyle tylko, że poprzez emulację systemu z miliona operacji na sekundę pozostanie tylko 300 tys., ale i tak będzie szybszy niż RIAD-y.
Geniusz bez przyszłości
K-202 to tylko jeden z wielu pomysłów genialnego inżyniera, Karpińskiego. Jednak nikt tego komputera w Polsce nie chciał produkować. Zjednoczenie MERA uznało, że projekt nie nadaje się do realizacji, bo przecież „gdyby taka technologia istniała, to Amerykanie na pewno by ją już wykorzystywali”.
Tymczasem w Londynie uznano, że to najlepsza konstrukcja logiczna na świecie. Produkcja K-202 ruszyła za pieniądze brytyjskie. Polski ponoć wtedy nie było na nią stać. Wówczas Brytyjczycy chcieli za wszelką cenę uruchomić produkcję u siebie. Karpiński jednak się nie zgodził, chciał by produkcja miała miejsce w jego ukochanym kraju – w Polsce.
Jeden z ważnych decydentów brytyjskich (były pilot RAF-u) zrozumiał go i wyraził zgodę. MERA podpisała umowę z brytyjskimi firmami Data-Loop i MB Metals i stworzyła Zakład Mikrokomputerów. Jego dyrektorem został Jacek Karpiński.
W 1973 r. zakład przeniósł się do nowo zbudowanej siedziby przy ul. Łopuszańskiej 117/123. Kłopot ze starym budynkiem nie przeszkodził w tworzeniu filii „Ery” od połowy lat 70. XX w. w Gostyninie i Różanie. Od tego momentu firma przestała być kojarzona tylko z Włochami.
Zakład zaczynał prowadzić hojną politykę skupowania Domów Wypoczynkowych: w Darłowie i Zakopanem. Korzystała na tym załoga, ale budżet został mocno obciążony. Działała też przyzakładowa szkoła zawodowa i technikum. Ok. 1975 r. zakład wchłonęło potężne zjednoczenie „MERA” i włochowskie przedsiębiorstwo przemianowano na Zakłady Wytwórcze Przyrządów Pomiarowych „Mera”.
Obecnie na terenie dawnej „Ery” przy ul. Cz. Kłosia wybudowano – odtwarzając starą zabudowę przedwojennego zakładu – nowoczesne lofty.
Adam Kulikowski


