
Mimo wielokrotnych apeli do zarządu dzielnicy o budowę wyniesionego skrzyżowania na przecięciu ulic Płużańskiej i Dziupli (tzw. wyspa zwalniająca ruch) na terenie Starych Włoch do tej pory nie podjęte zostały żadne działania w tym zakresie. Choć w tym miejscu dochodzi do wielu poważnych zdarzeń drogowych, a niedawno miał miejsce także incydent, który mógł zakończyć się wyjątkowo tragicznie.
Przypomnijmy, że odcinek ulicy Płużańskiej wraz ze znajdującymi się tutaj kolejno skrzyżowaniami z ulicami: Techników, dalej Bratnią, Przesmyk i Dziupli (w kierunku. ul. Mikołajskiej) to obszar doskonale znany służbom takim, jak Policja czy Straż Miejska.
Wspomniany ciąg komunikacyjny wykorzystywany jest przez kierowców jako alternatywny przejazd dla ul. Popularnej i jednocześnie tranzytowy skrót z Al. Jerozolimskich w kierunku Nowych Włoch, stając się w godzinach porannych i popołudniowych prawdziwym torem wyścigowym – stwarzającym gigantyczne zagrożenie dla bezpieczeństwa poruszających się tutaj pieszych (zwłaszcza dzieci i osób starszych).
Kierowcy „rajdowi” w akcji
Mimo zainstalowania szykan spowalniających ruch i wprowadzenia oznakowania poziomego, piraci drogowi łamią tutaj wszelkie możliwe przepisy. Sytuacja jest dramatyczna, tym bardziej, że auta na długim wyprofilowanym łuku ul. Płużańskiej (lokalny dojazd do posesji, głównie domów jednorodzinnych) rozwijają ogromne prędkości i starają się nagminnie wymuszać pierwszeństwo. Jeżdżą również po chodnikach, wywołując panikę wśród okolicznych mieszkańców i narażając ich jednocześnie na poważny uszczerbek na zdrowiu.
Rozwiązaniem tego problemu byłaby budowa wyspy zwalniającej na skrzyżowaniu z ul. Dziupli – zdecydowanie najbardziej niebezpiecznym punktem w okolicy. Mieszkańcy wielokrotnie występowali do urzędu dzielnicy o realizację takiego projektu, jednak prośby i błagania pozostały dotąd bez echa. Z interpelacją w tej sprawie wystąpił również Łukasz Jarosz, dzielnicowy radny PiS. I tutaj również sprawa została całkowicie zignorowana przez naszych włodarzy.
Jest to tym bardziej bulwersujące, że na sesjach rady dzielnicy Włochy dowiadujemy się o niewykorzystanych środkach inwestycyjnych, które są przekazywane na kolejny już rok – bez realizacji najpilniejszych dla mieszkańców projektów (kasa pęcznieje, a miliony pozostają na koncie i przechodzą na następny okres – będąc tylko cyferkami w zestawieniach bilansowych).
Z drugiej strony mówi nam się, że nie ma pieniędzy, bo jest kryzys, inflacja, drogi prąd i gaz, itd. Taką mantrę od miesięcy powtarzają rządzący w naszej dzielnicy – a pilne potrzeby dotyczące także bezpieczeństwa mieszkańców są kompletnie ignorowane.
O włos od tragedii
Wracając jednak do historii ul. Płużańskiej jako „toru wyścigowego” rozprowadzającego ruch tranzytowy na lokalnym osiedlu, m.in. wśród domów jednorodzinnych – tutaj właśnie kilkanaście tygodni temu doszło do mrożącego krew w żyłach zdarzenia. Otóż od skrzyżowania z ul. Dziupli (tam gdzie już dawno temu powinna powstać wyspa zwalniająca – przyp. red.) rozpędzone auto – ignorując całkowicie wszelkie przepisy – wystrzeliło jak z katapulty i praktycznie kosząc chodnik na długości kilkudziesięciu metrów (w kierunku ul. Techników) zatrzymało się tuż przy bramie jednej z pobliskich posesji.
Po drodze samochód zmiótł także szykanę zwalniającą ruch razem ze znakiem drogowym, wyrywając i niszcząc całą konstrukcję (na zdjęciu ilustracyjnym szykana jest już po naprawie – przyp. red.). Cudownym zrządzeniem losu nikogo nie było na chodniku, choć normalnie w tym właśnie miejscu cały czas odbywa się wzmożony ruch pieszych (m.in. dzieci poruszających się na rowerkach, matek z wózkami, osób starszych). Na miejscu była także Policja, a procedura ze sprawcą tego zdarzenia trwała kilka godzin.
Strach pomyśleć do czego mogłoby dojść, gdyby rozpędzone auto uderzyło w poruszających się tu na co dzień ludzi. Gdyby jednak na skrzyżowaniu powstała wyspa zwalniająca (podobna do tej, jaka z powodzeniem funkcjonuje od dawna na przecięciu ul. Dziupli i Śląskiej), samochody po prostu nie miałyby się gdzie rozpędzić. Czy w tej sytuacji – choć mamy miliony do dyspozycji i nie umiemy ich wydać – nie warto byłoby się pochylić nad prośbami i losem mieszkańców Włoch? Czy też musi dojść do tragedii, aby ktoś w końcu dostrzegł nasze problemy?
Krzysztof Pączkowski

