Jacek Karpiński był żołnierzem Szarych Szeregów w batalionie „Zośka”, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Był też elektronikiem i informatykiem, projektantem minikomputera K-202, jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Informatycznego i wiceprezesem jego pierwszego Zarządu Głównego.
Jacek Karpiński urodził się 12 kwietnia 1927 r. w Turynie. Jego ojciec, Adam Karpiński, był inżynierem konstruktorem lotniczym i alpinistą (zginął w wyprawie na Nanda Devi – pierwszej polskiej wyprawie w Himalaje w 1939 r.). Matka była natomiast profesorem medycyny. Oboje rodzice byli zasłużeni w wojnie z bolszewikami w roku 1920.
Jacek Rafał Karpiński w wieku 14 lat wstąpił do Szarych Szeregów, batalion „Zośka”. Trzykrotnie odznaczono go Krzyżem Walecznych. W pierwszym dniu Powstania Warszawskiego, podczas którego używał pseudonimu „Mały Jacek”, odniósł ranę postrzałową w kręgosłup, skutkiem czego został sparaliżowany. Dzięki silnej determinacji w procesie rehabilitacji udało mu się wrócić do zdrowia, choć kula została w jego ciele.
W latach 1946–1951 studiował najpierw na Politechnice Łódzkiej, później Warszawskiej. Ponieważ chodził długo o kulach, ówczesne władze nie wsadziły go do więzienia, ani nie zabiły za jego bohaterską przeszłość. Mimo wszystko bardzo długo był za nią prześladowany. Jako „sabotażysta” wyrzucany był z pierwszych miejsc pracy . W końcu zaczął pracować w Zakładach Elektronicznych „Warel” na warszawskim Żeraniu, jednocześnie pracując jako starszy asystent w Katedrze Elektrotechniki Politechniki Warszawskiej (1951–1954). W 1954 r. pracował jako inżynier badawczy w laboratorium przemysłu samochodowego na Żeraniu, a w 1955 r. został adiunktem i kierownikiem pracowni w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN. Skonstruował wówczas maszynę AAH do długoterminowych prognoz pogody.
W 1959 r. skonstruował maszynę AKAT-1 – pierwszy na świecie tranzystorowy analizator równań różniczkowych. Rok później, jako jeden z 6 nagrodzonych, zwyciężył w ogólnoświatowym konkursie młodych talentów techniki organizowanym przez UNESCO. Dzięki temu w latach 1961–1962 miał możliwość studiowania na Harwardzie i Massachusetts Institute of Technology w USA. O dziwo, władze Polski zgodziły się na jego wyjazd. Amerykanie szybko zorientowali się, z kim mają do czynienia i Karpiński zaczął otrzymywać różne propozycje pracy w Stanach Zjednoczonych. Wybitni naukowcy namawiali go do pozostania USA. On jednak odmówił i wrócił do Polski, którą kochał niezależnie od sytuacji politycznej. Przyszło mu stoczyć kolejną, nierówną walkę.
Po powrocie do kraju, pracując w Pracowni Sztucznej Inteligencji Instytutu Automatyki PAN, Karpiński skonstruował Percepton – uczącą się maszynę, rozpoznającą otoczenie przy pomocy kamery. Była to wówczas druga na świecie maszyna oparta na sieci neuronowej 2000 tranzystorów. Następnie Karpiński przeszedł do pracy w Instytucie Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego i w ciągu 3 tygodni zbudował skaner do analizy fotografii zderzeń cząstek elementarnych na kliszach CERN. Do obróbki tych zdjęć w latach 1965–1968 skonstruował w 11-osobowym zespole komputer KAR-65, pierwszy w Europie system asynchroniczny, ze zmiennym przecinkiem, 100 tys. operacji na sekundę. Maszyna ta pracowała w IFD 20 lat, co było rekordem światowym. Był wtedy on 30-krotnie tańszy niż 2 razy wolniejsze komputery Odra. Kosztował 6 mln zł, podczas gdy każda Odra kosztowała 200 mln zł.
Wreszcie w 1969 r. skonstruował rewelacyjny K-202. Nikt tego komputera w Polsce nie chciał produkować, a Zjednoczenie MERA uznało, że projekt nie nadaje się do realizacji, twierdząc że „gdyby taka technologia istniała, to Amerykanie na pewno by ją już wykorzystywali”. Tymczasem w Londynie uznano, że to najlepsza konstrukcja logiczna na świecie. Produkcja K-202 ruszyła za pieniądze brytyjskie, bo Polski ponoć nie było na nią stać. Brytyjczycy chcieli za wszelką cenę uruchomić produkcję u siebie. Karpiński się nie zgodził, chciał by produkcja miała miejsce w jego ukochanym kraju – w Polsce. W efekcie MERA podpisała umowę z brytyjskimi firmami Data-Loop i MB Metals i stworzyła Zakład Mikrokomputerów, którego dyrektorem został Jacek Karpiński. Jako ciekawostkę warto wspomnieć i o tym, że kilku towarzyszy na wysokich stanowiskach w PZPR próbowało Karpińskiemu pomóc. Szybko tracili stołki.
Mimo tak wrogiego stosunku zakładów Mery do K-202, próbowały one skopiować tę maszynę. Udało się to dopiero po 5 latach i chociaż Mera 400 była dwukrotnie wolniejsza i wielokrotnie droższa od K-202, to jednak stała się polskim hitem eksportowym. Produkowano ją w latach 1976–1987 w Zakładach Systemów Minikomputerowych MERA w Warszawie (w naszej dzielnicy – szczegółowa historia fabryki została opisana w nr 5/2022).
Jednak w 1978 r. Karpiński miał już wszystkiego dosyć. Wynajął zrujnowaną chałupę pod Olsztynem, gdzie zaczął hodować świnie i kury. W 1980 r. zrobiono o nim reportaż, który spowodował kolejne problemy. Karpińskiego fałszywie pomówiono o kradzież kur z okolicy, co było wierutnym kłamstwem, gdyż to jemu kradziono drób.
Po tym wszystkim Karpiński wyjechał do Szwajcarii, gdzie pracował w znanej z profesjonalnych magnetofonów firmie Polaka, Kudelski. Karpiński usiłował namówić Kudelskiego by przejść z technologii analogowej na cyfrową, bo w niej widział przyszłość. Ponieważ do tego nie doszło, Karpiński stwierdził, że szkoda jego czasu i do spółki ze szwajcarskim matematykiem utworzył firmę Karpiński Computer Systems. Zbudował robota sterowanego głosem, pokazał go na wystawie w Zurychu i, mimo że natychmiast znaleźli się inwestorzy, to szwajcarski wspólnik nie chciał się dzielić udziałami. Firma padła.
W Szwajcarii Karpiński skonstruował Pen-Readera – skaner i oprogramowanie do czytania tekstu. W 1990 r. Karpiński wrócił do Polski, w której zachodziły wtedy ogromne zmiany. Został doradcą ministra finansów ds. informatyki. Współpracował z Leszkiem Balcerowiczem i Andrzejem Olechowskim. Niedługo później Karpiński zrezygnował z tej posady.
Postanowił produkować Pen-Readera w Polsce. Po wytworzeniu 500 sztuk w Zakładach Mechanicznych w Szczytnie, w 1996 r. zaciągnął kredyt 860 tys. dolarów na uruchomienie własnej produkcji. W tym celu zastawił własny dom wyceniany na 350 tys. dolarów. Na skutek pułapki finansowej zorganizowanej przez bank, otrzymał tylko pierwszą transzę w kwocie 126 tys. dolarów, a drugiej i trzeciej transzy bank odmówił, egzekwując spłatę rat za pierwszą transzę, jeszcze przed rozpoczęciem produkcji. W efekcie bank naliczył karne odsetki w wysokości 120%. Pomimo spłaty przez Karpińskiego 100 tys. dolarów, dom Karpińskiego zajęto i następnie sprzedano na licytacji za 200 tys. zł.
Chcąc się ratować, zaczął projektować kasy fiskalne. Zorganizował zakład, który mimo strzeżonego terenu, został rozgrabiony na skutek trzech włamań. Nawiązał współpracę z Libellą, jednak firma ta przysyła na dyrektora jednego z członków zarządu, odsuwając Karpińskiego od kierowania zakładem, a nawet zakazując wstępu. Podpisał nową umowę z Apatorem, przenosząc produkcję. Uzyskawszy homologację, wyprodukował próbną serię prototypów. Na skutek błędu dyrekcji Apatora polegającym na przekazaniu do lutowania bez uprzedniego sprawdzenia całej serii 3 tys. sztuk płyt głównych oraz sabotażu firmy produkującej te wadliwe płyty, zaprzestano produkcji.
Po utracie domu Karpiński pomieszkiwał w Aninie. Potem wyjechał na pół roku do Szwajcarii, żeby tam robić na zlecenie nowy skaner do sprawdzania ksiąg rachunkowych. Urządzenie sczytywało liczby, przesyłało je do komputera, który prowadził na nich obliczenia. Jacek Karpiński, wraz z synem Danielem, zajmował się tylko konstrukcją. Sprzedażą mieli zająć się Szwajcarzy.
Po powrocie do Polski, za namową przyjaciółki, zamieszkał we Wrocławiu. Dwaj jego synowie mieszkali wtedy w Szwajcarii, natomiast Daniel, zdolny elektronik i informatyk, przyjechał do Wrocławia już dwa lata wcześniej. Banki nie skończyły jeszcze „rozliczeń” z Karpińskim, który wciąż spłacał długi, odciągając na to jedną czwartą emerytury.
Jacek Karpiński, genialny wynalazca, inżynier, który mógł tak wiele osiągnąć, gdyby nie jego miłość do kraju, do Polski, pod koniec swojego życia pracował przy stronach internetowych. Żył w biedzie, zmarł we Wrocławiu 21 lutego 2010 r. Wielki, zapomniany geniusz któremu okrutny los nie dał rozwinąć skrzydeł.

