Prawdziwe miasto-ogród wbrew utartemu przekonaniu powinno mieć także dzielnicę przemysłową. Wygodny dom i możliwość relaksu wśród zieleni to nie wszystko. Ważne również, żeby praca była na miejscu. I do tego właśnie ideału blisko było przedwojennym Włochom.
Przypomnijmy, że najstarszą u nas fabryką było – założone w 1877 r. i działające początkowo w Warszawie – Towarzystwo Akcyjne Walcowni i Fabryki Narzędzi Rolniczych – Włochy. Najpierw, jako mała fabryczka, produkowała maszyny parowe do tartaków i młynów. W 1921 r. zdewastowany zakład wykupiło Towarzystwo Akcyjne Fabryki Maszyn i Odlewni Orthwein, Karasiński i Spółka.
Na początku XX w. dwaj główni właściciele: Antoni Orthwein i Leon Karasiński po restrukturyzacji fabryki powołali Towarzystwo Akcyjne z kapitałem zakładowym 500 tys. rubli. Jednak dobrze prosperujący zakład został zniszczony przez Rosjan w 1915 r. Po wojnie właściciele weszli w porozumienie ze Stanisławem Lubomirskim i odkupili od niego Towarzystwo Akcyjne Walcowni we Włochach (również zniszczone podczas I wojny).
Nowi właściciele przenieśli do Włoch całą produkcję ze zrujnowanych zakładów w Warszawie. W maju 1922 r. odbyło się poświęcenie nowej fabryki. W stosunku do starych zakładów (Towarzystwa Akcyjnego Walcowni) fabrykę powiększono o dokupione 10 morgów.
Zakład położony był na terenie Starych Włoch – po ich wschodniej stronie. Miał połączenie z linią kolejową, przez specjalnie dobudowaną bocznicę. Nowoczesne budynki fabryczne posiadały instalację elektryczną i centralne ogrzewanie. Na czele zakładu stał zarząd, któremu przewodził Edward Orthwein. Jego zastępcami byli Mieczysław Markiewicz i Piotr Łowieniecki.
Fabryka cieszyła się również zasłużoną sławą doskonałego pracodawcy. W zakładzie zatrudniono lekarza mającego czuwać nad zdrowiem pracowników. Robotnicy z pomocą pracodawcy założyli klub sportowy („Orthweinianka”), a kierownictwo wspomagało miejscowych bezrobotnych.
Kryzys lat 30-tych
Niestety w 1930 r. do zakładów dotarł kryzys, a fabrykę częściowo zamknięto. W tym samym roku podzielono ją na trzy części, z których jedna nadal była własnością E. Orthweina. Produkowała wyposażenie do gorzelni, cukrowni, krochmalni oraz łopaty i szpadle. Nie była to jednak produkcja przynosząca tyle zysku, co w latach 20-tych. Mimo przeciwności losu fabryka przetrwała kolejne lata, a nawet więcej – przetrwała wojnę, cały czas działając. W 1951 r. została „upaństwowiona” przez władze komunistyczne.
Wskutek podziału „Orthweinu” w 1930 r. powstały odrębne firmy: Franciszek Hawliczka rozpoczął tu produkcję świec i mydła. Sam właściciel – ewangelik, był Czechem z pochodzenia. Obok fabryki na swojej posesji wybudował willę, a nad stawem (którego smętne resztki istnieją do dziś – po wschodniej stronie ul. Cegielnianej) założył przepiękny ogród.
Jego zakład w 1937 r., po odkupieniu części gruntów od Banku Gospodarstwa Krajowego, przyjął nazwę „Polo”. Zakład działał także po wojnie, zatrudniając w końcu 1945 r. ok. 40 osób. W 1950 r. fabrykę władze komunistyczne „upaństwowiły” i przekształciły w Wytwórnię Pomocy Naukowych.
Obok „Polo” funkcjonował także zakład Stefańskiego produkujący silniki spalinowe. W czasie wojny produkował on również części pocisków artyleryjskich i znalazł się pod specjalnym nadzorem okupantów.
Po wojnie fabryka Stefańskiego po przerwie spowodowanej działaniami wojennymi wznowiła działalność już w 1945 r. Podobnie jak inne włochowskie fabryki została „upaństwowiona” przez władze komunistyczne w 1948 r. i weszła w skład Warszawskiej Fabryki Obrabiarek.
Od 1949 r. zakład Stefańskiego produkował też prasy automatyczne. Po upaństwowieniu zakład przemianowano na Fabrykę Urządzeń Technicznych. W 1958 r., po połączeniu z sąsiadującymi Zakładami Remontu Maszyn, otrzymały one nazwę Warszawskiej Fabryki Pras.
Likwidacja fabryki
W latach 60-tych XX w. zakład przeszedł restrukturyzację i otrzymał nazwę Warszawska Fabryka Obrabiarek. Zatrudniał w tym okresie kilkaset osób. W 1971 r. hale fabryczne położone w pobliżu torów kolejowych, po wschodniej stronie ul. Cegielnianej, zostały gruntownie wyremontowane.
Kilka lat później w wyniku nowych reform nazwa firmy zmieniła się na Fabrykę Pras Automatycznych „Plasomat”. W tym czasie przy wjeździe do fabryki, na rogu ul. Techników i Cegielnianej, ustawiono nietypową, charakterystyczną, wysoką reklamę w formie wieży z napisem „Plasomat” – tzw. witacz. Po upadku komunizmu zakłady działały jeszcze kilkanaście lat.
Na części dawnego terenu fabrycznego „Plasomatu” w latach 2010-2015 deweloper Dolcan wzniósł osiedle w trzech etapach – w pierwszym etapie (w części północnej) Osiedle Tęczowe I i II, w drugim etapie osiedle Moderna, oraz w trzecim etapie (w części południowej) Osiedle Rubikon, złożone z mikroloftów (były to pierwsze mikrolofty w Warszawie).
Podczas tej budowy zburzono charakterystyczną wieżę z witaczem. Rubikon było ostatnią inwestycją i mimo wybudowania nie został oddany do użytku, gdyż zarówno bank gwarantujący wypłacalność jak i deweloper zbankrutowali, zaś inwestycję kontynuuje obecnie już inny deweloper.
Zachowały się natomiast dwa dawne budynki administracyjne, będące obecnie w stanie ruiny zdegradowanych pustostanów, zamieszkiwanych przez bezdomnych. Na innym fragmencie dawnej fabryki (częściowo w miejscu parkingu i przylegającego do niego skweru – przyp. red.) przy ul. Cegielnianej 8 powstała dzielnicowa Przychodnia Lekarska.
Adam Kulikowski


