Imponująca historia włochowskiej Straży Pożarnej!

Straż Pożarna we Włochach
Fot. Stowarzyszenie Nasze Włochy

Strażacy zapisali piękne karty w historii naszej dzielnicy, które warto szerzej przybliżyć. A jest ku temu szczególna okazja, bowiem niedługo minie 100 lat od momentu powołania Włochowskiej Ochotniczej Straży Ogniowej.

Została ona powołana do życia 28 lipca 1926 r., a jej pierwszym prezesem został wójt ówczesnej gminy Skorosze, Władysław Hass. Rok później 21 włochowskich strażaków przystąpiło do Związku Okręgowego Straży Ogniowych Powiatu Warszawskiego, dzięki czemu uzyskali oni dostęp do fachowej pomocy wykwalifikowanych instruktorów oraz zostali ujęci w ściślejsze ramy organizacyjne.

Początkowo pierwsi strażacy borykali się z brakami sprzętu, remizy oraz funduszy. W 1928 r. naczelnik Stefan Chojnacki urządził tymczasowy sekretariat jednostki w części swojego mieszkania przy ul. Inżynierskiej 10 (dziś ul. Cz. Kłosia). Natomiast Stanisław Makowski przy swoim składzie materiałów budowlanych urządził prowizoryczną remizę. Stopniowo rosła też świadomość społeczna w kwestii bezpieczeństwa przeciwpożarowego. 13 lipca 1928 r. spłonęło 11 domów na Solipsach, co wzbudziło w społeczeństwie wzrost świadomości ważnej roli ochrony przeciwpożarowej.

Przykładem skutecznej walki z żywiołem była sytuacja z 26 kwietnia 1928 r., kiedy – po błyskawicznej akcji strażaków – spłonęły we Włochach jedynie dwa dachy. W 1929 r. jednostka pod dowództwem Tadeusza Kulpy była już wyposażona w komplet ubiorów, sikawkę, syrenę alarmową i wóz strażacki marki Ford (odkupiony od jednostki z Falenicy i nazwany pieszczotliwie „Wojtkiem”).

Straż rośnie w siłę

Kolejne lata były „krokami milowymi” dla włochowskiej Straży Ogniowej. Państwo Koelichenowie wydzierżawili plac przy ul. Kościuszki (obecnie ul. Popularna), gdzie powstała siedziba strażaków. Było ich około 20, ale już liczba członków wspierających oscylowała wokół 100.

Rósł też prestiż zawodu strażaka i nic dziwnego, że tytuł: „Prezes Włochowskiej Straży Ogniowej” mógł być ozdobą każdego nazwiska. Dlatego też prezesami zostawali: plenipotent i prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy Wacław Dąbrowski, a także dawny właściciel Włoch i dobroczyńca straży pożarnej Józef Koelichen. Prezes pełnił rolę patrona, reprezentanta strażaków. Faktycznym szefem posterunku i dowódcą oddziałów strażackich był naczelnik.

Wizerunku włochowskiego strażaka nie popsuła nawet afera finansowa z 1933 r., w którą byli zamieszani dwaj radni, członkowie miejscowej straży: Stanisław Zieliński i Franciszek Zakrzewski. Aresztowanie pierwszego z nich było o tyle bolesne, że był on od 1931 r. naczelnikiem włochowskich pożarników.

Ze skutkami afery straż poradziła sobie dzięki wsparciu Józefa Koelichena. Pospłacał on zaciągnięte weksle i umożliwił dokonanie kolejnych inwestycji. Był nią w 1934 r. zakup 12-osobowego samochodu marki Chevrolet i odremontowanie „Wojtka”, który służył jeszcze rok, zanim został sprzedany (na licytacji jesienią 1935 r.)

W latach 1936-1937 przebudowano remizę wraz ze świetlicą. Siedziba przy ul. Kościuszki, niewiele zmieniona przez następne lata, służyła strażakom aż do początku XXI w. W latach przedwojennych strażacy mieli tam własną wspinalnię do ćwiczeń i plac apelowy, na którym urządzano czasem mecze siatkówki najlepszych włochowskich drużyn. Strażacy, rzecz jasna, sport popierali – wielu z nich było zawodnikami tutejszych klubów, a niekiedy organizowali też własną drużynę. Mieli też ciągoty do… kultury i sztuki – w 1935 r. przez co najmniej rok działał strażacki zespół teatralny.

Zarówno działalność przeciwpożarowa, jak i kulturalno-sportowa mogła być prowadzona dzięki wsparciu finansowemu wielu osób (w tym pomocy gminy). Do wybuchu II wojny światowej OSP Włochy dysponowało własną remizą ze świetlicą oraz niezbędnym sprzętem ratowniczo-gaśniczym.

Bohaterskie czyny

W czasie walk wojny obronnej 1939 r. część strażaków walczyła w szeregach Wojska Polskiego. Podczas okupacji niemieckiej druhowie zaangażowali się w działania konspiracyjne. Przeprowadzili wiele udanych akcji sabotażowych w obiektach służących niemieckim oddziałom.

Wśród nich wyróżnić należy zniszczenie ewidencji ludności wskutek wznieconego pożaru w siedzibie zarządu miasta oraz zdemontowanie i ukrycie na cmentarzu dzwonów z kościoła św. Teresy od Dzieciątka Jezus, zakopanych na cmentarzu w jednej z mogił. Akcję tę zlecili ksiądz Julian Chrościcki oraz ówczesny burmistrz Franciszek Kostecki. Wśród deportowanych we wrześniu 1944 r. było 54 strażaków. Do domu po wojnie wróciło tylko 43 z nich.

22 września 1946 r. w ścianie dawnej siedziby Straży Pożarnej przy ul. Popularnej została wmurowana tablica pamiątkowa upamiętniająca strażaków poległych i pomordowanych podczas walk w latach 1939-1945.

W 1955 r. Ochotnicza Straż Pożarna Warszawa Włochy przestała istnieć, a na jej miejsce powstała zawodowa Jednostka Państwowej Straży Pożarnej. Włochowscy strażacy w 2004 r. zmienili siedzibę i przenieśli się z ul. Popularnej do nowej, okazałej strażnicy przy ul. ks. J. Chrościckiego 76, gdzie mieści się Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 2 z brygadierem Mirosławem Jasztalem na czele. Warto przy tym wspomnieć, iż włochowscy strażacy mają ciekawe hobby – z wielką pasją odnawiają i naprawiają zabytkowe wozy strażackie i sikawki gaśnicze.

W nowej siedzibie urządzili muzeum, w którym pokazują swoją, blisko 100-letnią już historię. Znajdziemy tu dokumenty, zdjęcia i sprzęt gaśniczy sprzed lat. Obecnie w jednostce znajdują się 3 odremontowane zabytkowe pojazdy i sikawka parowa, a w kolejce czekają następne samochody i sprzęty. Szczególną uwagą zwracają zabytkowe wozy strażackie marek Magirus Deutz i Star. Przed nową siedzibą na wielkim głazie narzutowym wmurowano tablicę pamiątkową poświęconą poległym w czasie wojny strażakom. Tablica ta została przeniesiona ze starej remizy przy ul. Popularnej.

Adam Kulikowski