Wiosną tego roku pisaliśmy o budzącej wątpliwości decyzji rady dzielnicy odnośnie projektu uchwały w sprawie opinii nt. nadania nazwy „Urwana” drodze wewnętrznej biegnącej od ulicy Budki Szczęśliwickie.
Przypomnijmy, że sprawa, którą opisaliśmy w artykule „Urwana… wspólnota z mieszkańcami” (Głos Włochowski nr 3/2023), ciągnie się od marca br. Jak się okazuje, nikt z urzędu nie kontaktował się z mieszkańcami i nie konsultował z nimi pomysłu nadania ulicy nowej nazwy. Niestety, włochowski ratusz zarządzany przez burmistrza z Pragi-Południe nie słynie z dialogu z mieszkańcami dzielnicy. Nie konsultuje z nimi m.in. lokalizacji nowych budynków komunalnych czy terenów, które mogłyby być przeznaczone na utworzenie zieleni parkowej. Wiec po co miałby pytać ich o nazwę jakieś lokalnej uliczki? W tym miejscu warto cofnąć się do początku roku.
Lokatorzy bloków, których adresy miały się zmienić, o pomyśle dzielnicy dowiedzieli się z facebookowej grupy osiedlowej. 54 spośród 61 mieszkańców zameldowanych pod omawianym adresem wystosowało pismo do burmistrza i radnych. Wyrazili w nim sprzeciw wobec pomysłu nadania ulicy nazwy „Urwana” i wezwali włodarza do wstrzymania procedury i zaproponowania nowej nazwy. Na próżno! Część z radnych w ogóle nie odpowiedziała na uwagi mieszkańców, a ci, którzy to zrobili, nie potrafili racjonalnie uargumentować, dlaczego nie ma alternatywy dla zaproponowanej nazwy. Ostatecznie nazwa została nadana. Mieszkańcy z tabliczek adresowych dowiedzieli się, że mieszkają przy ul. Urwanej. W praktyce wygląda to tak, jakby zmiana nazwy ulicy miała nastąpić za ich plecami.
Rzeczywiście, dzisiaj ulica „urywa się” w polu, ale według planów ma zostać przedłużona i mają przy niejstanąć kolejne osiedla. Co wtedy? Czy nazwa znowu zostanie zmieniona? A może nazwa „Urwana” zostanie wykorzystana przy jakiejś innej ulicy? Przecież niejedno nowe osiedle stoi przy drodze wewnętrznej, która póki co prowadzi donikąd, urywając się nagle.
Z jednej strony mieszkańcy uważają, że nowa nazwa ulicy budzi negatywne skojarzenia, przywodzi na myśl coś niedokończonego i niespójnego. Z drugiej strony, zwracają uwagę na szereg niedogodności, jakie powoduje nadanie nazwy ulicy, przy której już mieszkają ludzie. Co prawda wymiana dowodów osobistych nie jest wymagana, więc nie pociąga to za sobą kosztów finansowych dla mieszkańców, ale muszą oni przecież zgłosić fakt zmiany adresu wszystkim firmom świadczącym im usługi i wystawiającym faktury. Do tego dochodzą problemy z wpisem do ksiąg wieczystych. Przez takie załatwianie sprawy sądy są jeszcze bardziej zawalone robotą, zupełnie niepotrzebnie. Zmiana adresu to także dodatkowe formalności w banku dla osób, które zaciągnęły kredyt hipoteczny. Mieszkańcy są rozżaleni i pytają, czy zmiany nazwy ulicy nie można było dokonać wcześniej, zanim wydano pozwolenia na budowę, zanim mieszkańcy się wprowadzili i zameldowali.
Grzegorz Rejowski

