Parafia św. Teresy obejmuje obszar Nowych Włoch i należy do dekanatu Ursus.
Powstanie parafii wiąże się ze wzrostem osadnictwa na tym terenie i ideą „Miasta-Ogrodu”. Ów pomysł urbanistyczny realizowano w okresie międzywojennym w wielu miastach rozsianych wokół Warszawy, które miały być odpowiedzią na przeludnione metropolie i zapewniać odpoczynek mieszkańcom. Dziś we Włochach można jeszcze dostrzec ślady tego założenia, szczególnie w układzie ulic, dużej ilości zieleni, oraz niskiej i luźnej zabudowie. „Miasto – Ogród” wpływa też na postawę ludzi, szczególnie od dawna tu mieszkających. Jesteśmy mocno związani z naszą „małą ojczyzną” i z przyjemnością tu wracamy mimo wielu uciążliwości. Istotnym elementem lokalnej tożsamości jest parafia i kościół św. Teresy. Jego monumentalna bryła odciska się nie tylko na krajobrazie, ale też na charakterze.
Kiedy rozpoczęto proces parcelacji majątku Koelichenów, Nowe Włochy należały do parafii św. Wawrzyńca na Woli, natomiast Stare Włochy i Okęcie, tak jak w średniowieczu, miały swój kościół na Służewie. Oczywiste było, że taki układ stawał się archaiczny i trzeba było, wraz z budową nowej świątyni, wydzielić nową parafię. W 1927 r. powołano we Włochach pierwszy Komitet Budowy Kościoła. Był to falstart i komitet szybko się rozpadł. Pod koniec 1928 r. jeszcze raz podjęto próby powołania komitetu. Tym razem akcja znalazła poparcie ks. Witolda Prądzyńskiego z Woli i państwa Koelichenów. W 1929 r. bracia Koelichenowie podarowali grunt u zbiegu ulic Mickiewicza (dziś Chrościckiego) i Słowackiego (dziś Rybnicka) z myślą o budowie świątyni. Odpowiedni akt notarialny spisał rejent Kosiński 4 stycznia 1929 r. i plac o wielkości 6400 m2 stał się własnością kościoła (początkowo planowano zbudować kościół na dużo liczniejszych Starych Włochach, ale większość działek została już tam rozparcelowana). Komitet Budowy Kościoła we Włochach sformalizował swoje istnienie na zebraniu założycielskim 10 lutego 1929 r. Wybrano prezesa honorowego – ks. W. Prądzyńskiego i faktycznego – Wacława Dąbrowskiego. Natychmiast rozpoczęto zbiórkę pieniędzy, a prezes Dąbrowski dał dobry przykład, ofiarując ogromną kwotę 3 tys. zł. Architekt K. Grędziński wykonał szkic nowej świątyni, a ks. Prądzyński rozpoczął starania w kurii o powołanie parafii Włochy. Niestety, w połowie kwietnia nieoczekiwanie ks. Prądzyński zmarł. Na jego pogrzebie była włochowska delegacja z napisem na wieńcu: Honorowemu Prezesowi – Komitet Budowy Kościoła we Włochach.
Po pogrzebie działalność komitetu na kilka miesięcy wyraźnie przygasła. Dopiero nominacja nowego proboszcza w wolskiej parafii św. Wawrzyńca znów zainspirowała włochowian. Proboszczem został ks. Czesław Skomorowski, który początkowo poparł projekt budowy wielkiej świątyni. Powstał nowy plan autorstwa architekta Witolda Kłębkowskiego, według którego świątynia włochowska miałaby pomieścić ok. 3000 wiernych. Charakter świątyni oparty na pierwowzorach starochrześcijańskich, lecz nowoczesny, bez zbędnych a kosztownych ozdób – opisywały plan kościoła „Wiadomości Włochowskie”. Mimo tego założenia o skromnym wnętrzu świątynia miała kosztować krocie. Ks. Skomorowski szybko zdał sobie sprawę, że tego planu w latach kryzysu ekonomicznego zrealizować się nie da. Włochowianie w tamtym czasie kwestowali nie tylko na kościół, ale też na budowę szkoły, na najbiedniejsze dzieci, na przedszkole na Solipsach, bezrobotnych, LOPP i LMiK, Straż Ogniową i kilka jeszcze mniej znaczących celów. W dodatku sami musieli ustabilizować swą sytuację – wszak zdecydowana większość osiedlała się we Włochach w ostatnich kilku latach z często niespłaconymi pożyczkami.
Ks. Czesław Skomorowski postanowił więc zmienić plan na mniej ambitny, ale za to wykonalny. Latem 1930 r. zaproponował budowę obszernej drewnianej kaplicy, której koszt budowy wynosić miał 12 tys. zł. Realizację ambitniejszego planu według wizerunku Witolda Kłębkowskiego odłożono na bliżej niesprecyzowany termin. I tak w lipcu 1930 r. na gruncie podarowanym od Koelichenów ruszyła budowa według projektu Władysława Frońskiego. Wierni ruszyli z pomocą, już nie tylko materialną. Sami kopali pod fundamenty, murowali, zbijali deski itd. Jesienią powstała kaplica, którą tak scharakteryzowano w „Wiadomościach Włochowskich”: Jest to ładny budynek, ozdobiony wieżyczką, utrzymany w liniach prostych, bezpretensjonalnych, a jednak poważnych, tak jak przystało na dom modlitwy . Drewniana kaplica otrzymała patronkę: św. Teresę od Dzieciątka Jezus. W dniu 9 listopada 1930 r. świątynię uroczyście konsekrowano, a pierwszą mszę św. odprawił ks. biskup Stanisław Gall. Do bierzmowania stawiło się 500 osób, a podczas uroczystości śpiewał chór „Przyszłości”. Tłum był niespotykany. Ks. Skomorowski był tego dnia gospodarzem największej uroczystości religijnej, jaka się we Włochach do tego czasu odbyła. Pomimo nie najlepszej, wietrznej i zimnej pogody, przyszło tysiące wiernych, wśród których osobą najważniejszą był rzecz jasna biskup. Niezabrukowane jeszcze ulice posypano obficie piachem, aby wierni nie brnęli w błocie. Drogę do włochowskiego „Domu Bożego” zdobiły flagi narodowe. Pełno też było jarmarcznych kramów.
Włochowską kaplicę w 1933 r. powiększono, przygotowując ją do pełnienia roli kościoła parafialnego. Wikarym opiekującym się świątynią został ks. Andruszkiewicz. Aż wreszcie na początku grudnia 1934 r. arcybiskup Aleksander Kakowski erygował włochowską parafię. Dzień później, w niedzielę 2 grudnia, ks. dziekan Edward Tyszka ogłosił wiernym dekret erygujący parafię.
Nowy proboszcz
Po tygodniu do Włoch przybył nowy proboszcz ks. dr Julian Chrościcki. Okazał się on niezwykle energicznym człowiekiem. Złączył swe życie z Włochami i od samego początku należał do najbardziej rozpoznawalnych postaci wśród tutejszych mieszkańców. Pracował tu przez prawie czterdzieści lat i stąd dziś we Włochach nazwana jest jego imieniem ulica i szkoła. Napisano o nim dwie książki. Niespełna dwa tygodnie po objęciu obowiązków nowy proboszcz doprowadził do powołania Komitetu Rozbudowy Kościoła, Plebanii i Cmentarza. Sama już nazwa komitetu, w którym znalazły się aż 54 osoby (pod kierownictwem Józefa Koelichena), zdradzała cele, które przyświecały ks. Chrościckiemu. Budowa murowanej świątyni według planów z 1930 r., domu parafialnego, cmentarza – to były zadania, które ksiądz postawił przed sobą i przed swoimi parafianami. I wszystkie zostały wykonane! W 1935 r. do parafii dołączono wieś Solipsy. W 1935 r. matka pierwszego proboszcza włochowskiej parafii Marianna z Zembrzuskich Chrościcka, widząc pobożność i zapał syna, ofiarowała mu pieniądze, za które w sierpniu 1935 r. zakupiono na potrzeby plebanii dom w stylu dworkowym, wzniesiony prawdopodobnie w latach dwudziestych XX w. Pod koniec lat pięćdziesiątych ks. Chrościcki podarował tę nieruchomość włochowskiej parafii. Najszybciej parafia włochowska uzyskała własny cmentarz (opisany szerzej w nr 3/2022), położony przy forcie na Solipsach. Jeszcze zanim w marcu 1937 r. pochowano tu pierwszego zmarłego, z rozbiórki ruder położonych na terenie zakupionym pod cmentarz, parafianie odzyskali tysiące cegieł i mnóstwo drewna. Wszystko to zwieziono na teren parafii i w 1937 r. rozpoczęto budowę domu parafialnego. Dom ten, mieszczący bibliotekę parafialną i salę na ok. 350–400 miejsc, zdążono wybudować do wybuchu wojny. W podziemiach domu znalazło się miejsce dla zorganizowanej kuchni „Caritasu”. Wspomniany włochowski „Caritas” powstał 20 grudnia 1934 r. również z inicjatywy ks. Chrościckiego. Proboszcz rozpoczął tradycję pielgrzymek do Częstochowy. W tej pierwszej pielgrzymce wzięło udział ok. 400 parafian, w roku następnym było ich już 1200, a w latach następnych – jeszcze więcej. Pielgrzymki te poprzedzone były mszą w kościółku włochowskim. Potem wszyscy maszerowali na stację PKP, gdzie odbywało się pożegnanie pielgrzymujących. Pielgrzymi dojeżdżali do Częstochowy po zniżkowej cenie. Przeżycia pątników cementowały ich i wytwarzały dodatkową więź z kapłanem. Skutkiem tej więzi była ogromna pomoc parafian przy remoncie kaplicy i przy akcji zbierania złomu (zebrano wówczas 5 ton), który przeznaczono na wytop trzech dzwonów kościelnych. Dzwony o wadze 500, 340 i 150 kg zawieszono na dzwonnicy i nazwano kolejno: Teresa, Julian, Bronisław. Dzwony, którym imiona nadano na pamiątkę patronki parafii, proboszcza i wikarego Piórkowskiego, zostały odlane wiosną 1936 r.

Z inicjatywy ks. Juliana Chrościckiego w parafii włochowskiej zaczęły także działać: Bractwo św. Różańca, Polski Biały Krzyż, Akcja Katolicka, Straż Honorowa Najświętszego Serca Pana Jezusa, Stowarzyszenie Młodzieży Katolickiej i Sodalicja Mariańska. W marcu 1937 r. włochowski proboszcz zainaugurował działalność Koła Szkolnego Gimnazjum św. Stanisława Kostki, które miało założyć pierwszą szkołę średnią we Włochach. I gdyby nie wybuch wojny we wrześniu 1939 r., gimnazjum zaczęłoby normalną edukację. Warto zauważyć, że ks. Chrościcki był do czerwca 1936 r. prefektem warszawskiego gimnazjum mającego patrona św. Stanisława Kostkę. Wcześniej pracował w Łodzi w parafii św. Stanisława Kostki. Wydaje się, że ks. Chrościcki pozostawał pod wpływem kultu św. Stanisława Kostki.
Ks. Chrościcki okazał się nie tylko świetnym organizatorem, lecz również wybitnym kaznodzieją, potrafił bowiem prostym językiem tłumaczyć trudne zagadnienia teologiczne, zachęcając jednocześnie wiernych do refleksji. Kazania włochowskiego proboszcza zyskały powszechny mir i przyciągały wiernych również spoza Włoch. Sukcesy ks. Chrościckiego we Włochach związane były ze znakomitą współpracą z wikariuszami kościoła św. Teresy od Dzieciątka Jezus – Bronisławem Piórkowskim i Ryszardem Szklarskim.
II wojna światowa
Podczas okupacji niemieckiej parafia kościoła św. Teresy od Dzieciątka Jezus działała również w sferze kulturalnej. Przedstawiane były jasełka i sztuki, np. „Żywot świętej Teresy” w reżyserii Mirosława Złotnickiego, teoretycznie miały tylko treść religijną. W praktyce każdy mógł dopatrzyć się w nich treści patriotycznych i wychowawczych. Po aresztowaniu proboszcza Chrościckiego, przedstawieniami zajmował się ks. M. Grabowski. W chórze kościelnym można było zaś posłuchać prawdziwego wirtuoza skrzypiec Górzyńskiego, który pod przybranym nazwiskiem ukrywał się we Włochach. We włochowskim chórze kościelnym występował też p. Miller i organista p. Kałuża. W domu parafialnym mieściła się także nieoficjalna biblioteka. Dzięki kuchni parafialnej działały ponadto instytucje charytatywne: „Caritas”, PCK i RGO. Z inicjatywy ks. Chrościckiego zajmowano się pomocą represjonowanym, wysyłano paczki do obozów, szkolono w zakresie pomocy medycznej. Cała ta działalność prowadzona była na granicy legalności, a wielokrotnie granicę tę przekraczano. To właśnie na podstawie kursów PCK tworzono później Żeńską Sekcję Sanitarną Batalionu Włochy AK.
Z dzwonami związana jest jeszcze jedna historia udowadniająca, że mieszkańcy Włoch potrafili się zjednoczyć w chwilach próby. Już po wybuchu wojny, aby dzwony nie wpadły w ręce okupantów, przewieziono je potajemnie na cmentarz i ukryto w jednym z grobowców. Całą akcją kierował ksiądz Chrościcki, a brała w niej udział m.in. włochowska brać strażacka. Szczęśliwie dzwony przetrwały zawieruchę wojenną. Podczas okupacji Niemcy zorganizowali getto w Forcie Włochowskim. Pomimo groźby rozstrzelania, w trud pomocy współobywatelom żydowskim zaangażowanych było ok. 1500 włochowian. Pomogli oni w uratowaniu co najmniej setki Żydów.
Najbardziej znaną próbą ratowania Żydów we Włochach była akcja podjęta przez władze miejskie z burmistrzem Franciszkiem Kosteckim na czele, przy współpracy z tutejszą parafią. Ratunek zaczęto nieść po utworzeniu 15 listopada 1940 r. getta w forcie włochowskim. W opuszczonych wcześniej slumsach i fortecznych pomieszczeniach zamieszkało ponad 300 Żydów, pochodzących z Piastowa, Ożarowa, Łomianek i Włoch. Nie znamy żadnej relacji osoby tam przebywającej. Najprawdopodobniej getto to było otoczone jakimś drutem, z napisami ostrzegającymi. Przypuszczalnie u wejścia do fortów stał wartownik i możliwe, że mógł być to polski policjant – albowiem w akcji ratowania Żydów z fortów solipskich, bądź dostarczania im żywności, brał udział m. in. posterunkowy Paluch, który został zadenuncjowany i wkrótce potem rozstrzelany. Mimo tego akcja pomocy trwała dalej – organizowano ucieczki z getta, uciekinierzy ukrywali się czasowo u włochowskich rodzin lub na plebanii. Ksiądz Chrościcki wystawiał im metryki urodzenia osób dawniej zmarłych, i na ich podstawie władze miejskie wydawały uciekinierom potrzebne dowody osobiste-kennkarty. Żydów ukrywano w piwnicy domu parafialnego i podczas najść gestapo gospodyni zasłaniała wejście kładąc się na sienniku i symulując chorobę na tyfus.
Wyrabianie nowej tożsamości było możliwe dzięki poświęceniu i odwadze pracowników zarządu miasta: wspomnianego burmistrza Franciszka Kosteckiego, kasjera Teofila Gruszki i kierownika ewidencji ludności Kazimierza Tarnasa. W akcji współpracowali: właściciel składu drewna Mieczysław Borkowski, aktor Wiktor Zacharewicz, nauczyciel Michał Latoński i gosposia księdza proboszcza. Wszyscy wymienieni zostali aresztowani 18 listopada 1942 r. i wkrótce zamordowani w Oświęcimiu. Aresztowano także księdza Chrościckiego, który został przewieziony na Pawiak. Powodem aresztowania był donos właściciela sklepu dla Niemców, niejakiego Moczulaka. W styczniu 1943 r. ks. Chrościcki trafił do obozu koncentracyjnego na Majdanku, zaś w marcu 1943 r. został przeniesiony do więzienia na Zamku Lubelskim, skąd staraniem przyjaciół został wykupiony w 1944 r. i natychmiast powrócił do Włoch. Gdy aresztowano tę grupę, getta włochowskiego już nie było. W końcu lutego 1941 r. mieszkających tam w nędznych warunkach ludzi przewieziono do nie mniej nędznego getta warszawskiego. Większość z nich zginęła.
W komunistycznej Polsce
Kłopoty niezłomnego włochowskiego proboszcza nie ustały z końcem wojny. Powodem była „zuchwała” dla komunistycznych władz decyzja o budowie nowej, przestronnej i górującej nad miasteczkiem świątyni. Stary drewniany kościół stawał się już za ciasny dla tłumów uczestniczących we mszach i już przed wojną powstały pierwsze plany związane z budową nowego kościoła. Przyczynkiem do budowy była też prywatna obietnica księdza Chrościckiego, złożona w niemieckim więzieniu, że jeśli przeżyje niewolę, niezwłocznie rozpocznie stawianie murowanej świątyni.
Kapłan słowa dotrzymał i zaraz po wojnie podjął starania, by urzeczywistnić swoją obietnicę. Jesienią 1946 r. zawiązał się Komitet Budowy Kościoła we Włochach, z przewodniczącym p. Burakowskim. I tak po zabezpieczeniu placu budowy i wykonaniu wykopów 23 października 1946 r. inicjator całego przedsięwzięcia proboszcz ks. Julian Chrościcki poświęcił pierwsze prace pod fundament. 12 grudnia 1946 r. rozpoczęto budowę nowej świątyni według przedwojennego projektu architekta Jana Łukasika i Stefana Kozińskiego z niewielkimi poprawkami Stefana Kozińskiego i Wacława Chyrosza. Aktu poświęcenia kamienia węgielnego dokonał arcybiskup Antoni Szlagowski w ostatnim dniu sierpnia 1947 r.
Przed budowniczymi co chwila piętrzyły się jednak trudności. Były kłopoty z zaopatrzeniem w cegły, wapno, deski, co w dobie obudowy koszmarnie zniszczonego kraju można by jeszcze uznać za normalne. Ale coraz częściej zaczęły pojawiać się kłopoty natury administracyjnej, niezbyt zrozumiałe dla parafian. W 1946 r. urzędy budowlane powiatu pruszkowskiego odrzuciły przedwojenne plany budowli, a w 1951 r. nakazano przerwać budowę. W październiku 1951 r. stalinowski projektant Józef Sigalin jeszcze raz cofnął wcześniejsze zezwolenia budowlane i wydawało się, ze kościół we Włochach już nigdy nie powstanie. Upór księdza Chrościckiego był jednak niezwykły. Proboszcz, nie lękając się konsekwencji, na własną odpowiedzialność nakazał kontynuowanie prac. I te powoli, ale systematycznie posuwały się do przodu. Jeszcze w 1949 r. zakrystia i kaplica pogrzebowa zostały nakryte żelbetonowym dachem. W latach 1950–1951 zewnętrzne mury zostały obłożone łupanym granitem do wysokości 6 m. Boczne nawy wyciągnięto pod dach, a lewa nawa została zasklepiona i pokryta papą. Kaplica pogrzebowa została w dużej części wykończona. W 1952 r. zasklepiona została prawa nawa kościoła. W stanie surowym powstało prezbiterium. Zrobiono także osiem wielkich podłużnych żelaznych okien.
W 1953 r. kościół pokryto dachem i 8 grudnia tego roku w lewej nawie bocznej odprawiono mszę świętą. Rok później oddano do użytku nawę główną. W latach 1955–1957 prowadzono prace wykończeniowe (radiofonizacja obiektu, dolomitowa posadzka) i wtedy też dla każdego stało się jasne, że kościół we Włochach zostanie wybudowany. Tym bardziej, że zmieniła się wtedy atmosfera polityczna – stalinizm obumarł, a nowa polityka Władysława Gomułki nie była aż tak restrykcyjna. W 1958 r. w niewykończonym jeszcze do końca kościele odbywały się już wszystkie msze święte.
Ten sukces okupiony był ciężką walką z niewidocznym wrogiem Kościoła – Urzędem Bezpieczeństwa i komunistyczną władzą. Podczas budowy kościoła wielokrotnie przerywano budowę bez podania uzasadnienia. Pojawiały się komisje, ksiądz wzywany był na komendę milicji, do UB i Komisji Wyznań. Wobec bezskutecznych prób złamania księdza, „zarekwirowano”, czyli po prostu zrabowano, z plebanii meble, obrazy, dywany, nakrycia stołowe i mimo protestów sprzedawano, mimo dowodów, iż np. meble były własnością jednej z parafianek. Rewizja, o której mowa, odbyła się 18 lutego 1953 r., a wspomniane meble należały do Marii Wazowskiej. Dodajmy, że ubecy zabrali księdzu także radioodbiornik i kilkadziesiąt tysięcy złotych, a rzeczy tych ks. Chrościcki nigdy już nie odzyskał.
Budowa kościoła nie była jedynym polem walki włochowskiej parafii z systemem komunistycznym. Aparat władzy z zazdrością spoglądał na popularność księdza i na to, że do parafii lgną organizacje młodzieżowe (ZHP, Wici). Potwierdzały to oficjalne wypowiedzi niektórych radnych włochowskiej Miejskiej Rady Narodowej (np. Władysława Nellego), pełne zawiści i wrogości do Kościoła.
Pod koniec lata 1946 r. w tajnym raporcie służb bezpieczeństwa odnotowywano, że w domu parafialnym miało się odbyć walne zebranie włochowskiego PSL. Dla komunistów był to jasny znak, kogo ks. Chrościcki poprze w wyborach w 1947 r. Mniej więcej w tym samym czasie podsłuchane kazanie księdza z 15 sierpnia 1946 r. włochowska UB zakwalifikowała jako antypaństwowe. Wobec nieskazitelnej i niezłomnej postawy księdza proboszcza tajniacy rozpoczęli poszukiwania innego słabego punktu w parafii, po to, by zdobyć wpływ na Juliana Chrościckiego, lub by go zdyskredytować. Tym słabszym ogniwem miał być ks. wikary Mieczysław Grabowski. Agenci UB dopatrzyli się w życiu wikarego kilku jego głęboko ukrywanych słabości i zaszantażowali Grabowskiego. Czy ksiądz wikary dał się złamać? – tego nie wiemy. Pod koniec 1946 r. odszedł z parafii i został dyrektorem administracyjnym „Romy”, by kilka lat później w 1950 objąć parafię w Wołominie. Być może próbował uciec przed szantażem włochowskiego UB. We włochowskiej parafii judasza dalej nie znaleziono. Założono podsłuch telefonu na plebanii, a sam teren objęto obserwacją. Tajni donosiciele o pseudonimach „Kruk”, „Kacap” i „Szklanka” obserwowali każde posunięcie ks. Juliana Chrościckiego i jego parafian.
Gdy w maju 1947 r. miał się odbyć widowiskowy i barwny przemarsz młodzieży szkolnej ze śpiewem i orkiestrą na nabożeństwo do kościoła, władze Włoch nie wyraziły na to zgody. W tej sytuacji liczne grono młodzieży przedefilowało manifestacyjnie w zwartych szeregach, ale w zupełnej ciszy. W 1951 r., gdy cofnięto pozwolenie na budowę kościoła, kierownictwo włochowskiego UB nakazało inwigilację b. członków Sodalicji i tych, którzy nadal prowadzą „robotę klerykalną” we Włochach. A za tych, którzy prowadzą „robotę klerykalną”, uznano zapewne wszystkich parafian uczestniczących w budowie kościoła.
W 1957 r. stary drewniany kościół został przeniesiony na Stare Włochy na plac przy ul. Popularnej (dawna ul. Kościuszki). 24 czerwca 1965 r. ksiądz Prymas Stefan Wyszyński dokonał konsekracji kościoła przy ul. Rybnickiej. W latach 1973–1993 wnętrze świątyni wykończono i wyposażono. Znalazły się tam nie tylko ławki i konfesjonały, ale również witraże, boazeria oraz kaplica-krypta dla proboszcza, który po odprawionej mszy 9 września 1973 r. nagle zasłabł w zakrystii i choć szybko został odwieziony do szpitala, wkrótce potem zmarł. W uznaniu zasług dla księdza Chrościckiego jego imieniem ochrzczono dawną ul. Mikową. W 2009 r. natomiast imię księdza otrzymała pobliska Szkoła Podstawowa nr 66.
Obecnie proboszczem jest ks. kan. Zygmunt Niewęgłowski, wicedziekan dekanatu ursuskiego. Wspomnienie liturgiczne (odpust parafialny) obchodzone jest 1 października.
Adam Kulikowski

