⚠️ Ciężarna kobieta poroniła po ataku dzika
🐗 Blisko 14,5 tys. zgłoszeń i niemal 160 ataków na ludzi. Warszawa ma coraz większy problem z dzikami
➡️ Jeszcze kilka lat temu pojawienie się dzika w Warszawie było wydarzeniem. Obecnie zwierzęta można spotkać na osiedlach, ulicach, w parkach, przy śmietnikach, szkołach, a nawet na placach zabaw. Wchodzą również na prywatne posesje i coraz mniej obawiają się obecności człowieka.
Skalę zjawiska pokazują dane przekazane „Super Expressowi” przez Polski Związek Łowiecki. W 2020 roku w Warszawie odnotowano 423 zgłoszenia dotyczące dzików. Trzy lata później było ich już ponad 4700, natomiast tylko do końca lipca tego roku – blisko 14,5 tys. Według PZŁ w tym samym okresie doszło również do niemal 160 ataków dzików na ludzi, a część poszkodowanych wymagała hospitalizacji.
⚠️ Jeden z najtragiczniejszych przypadków miał wydarzyć się na przełomie lutego i marca na Białołęce. Jak przekazał rzecznik PZŁ, ciężarna kobieta została zaatakowana i poturbowana przez dzika. Uciekła do taksówki, a po zdarzeniu miała poronić.
Do niebezpiecznego ataku doszło również w Lany Poniedziałek w Forcie Bema. Dzik rozciął mężczyźnie udo od zewnętrznej strony. Przedstawiciel PZŁ ocenił, że gdyby zwierzę trafiło w tętnicę udową, obrażenia mogłyby doprowadzić do wykrwawienia w ciągu kilku minut.
Kolejne zdarzenie miało miejsce w lipcu w Wawrze. Około godz. 22.30 mieszkaniec wyszedł na teren swojej posesji, aby wyrzucić śmieci. Przy śmietniku zobaczył dzika i próbował go przepędzić. Zwierzę ruszyło w jego stronę i ugryzło go w nogę. Na miejsce wezwano policję, ratowników medycznych oraz pracowników Lasów Miejskich. Poszkodowany został przewieziony do szpitala, a dzik, który nadal przebywał w pobliżu posesji, został później uśpiony.
🐗 Dlaczego dziki przenoszą się do miasta?
Zdaniem przedstawicieli PZŁ przyczyn jest kilka. Warszawa się rozrasta i zajmuje tereny, na których wcześniej żyły dziki. Jednocześnie miała już powstać populacja zwierząt przystosowanych do życia w aglomeracji, które nie znają innych warunków.
Największym magnesem pozostaje jednak łatwo dostępne pożywienie. Dziki przyciągają niezabezpieczone śmietniki, resztki jedzenia, kompostowniki oraz karma pozostawiana dla kotów i ptaków. Miasto zapewnia im także dobre warunki termiczne – według rzecznika PZŁ może być w nim nawet o 10 stopni cieplej niż poza aglomeracją.
W przeszłości dziki można było odławiać i wywozić poza Warszawę. Prowadzono nawet eksperymenty, w ramach których oznakowane zwierzęta przewożono na odległość 100–150 kilometrów. Część z nich wracała, ponieważ nie potrafiła funkcjonować w lesie.
Obecnie taką relokację uniemożliwiają ograniczenia związane z afrykańskim pomorem świń. Dziki mogą być bezobjawowymi nosicielami ASF, dlatego ich przewożenie groziłoby rozprzestrzenieniem wirusa. Choroba nie jest niebezpieczna dla człowieka, ale jej wykrycie w hodowli oznacza konieczność utylizacji całego stada świń.
🔴 Około 500 dzików rocznie przy populacji liczącej 5–7 tysięcy
Redukcja populacji w Warszawie, prowadzona poprzez odłów z uśmierceniem lub odstrzał sanitarny, obejmuje około 500 dzików rocznie. Tymczasem liczbę tych zwierząt w stolicy szacuje się na 5–7 tys. Odłowienie, uśpienie i utylizacja jednego osobnika mogą kosztować nawet 3 tys. zł. W ciągu ostatniego półtora roku w Warszawie zabito prawie tysiąc dzików.
Takie działania wywołują jednak silny sprzeciw części mieszkańców. Szczególne emocje wzbudziły interwencje na Bemowie i Mokotowie, gdzie zwierzęta usypiano i uśmiercano w przestrzeni publicznej, w miejscach widocznych dla przechodniów, także dla dzieci.
Po jednym z takich zdarzeń mieszkanka Bemowa opisała obecność 12 młodych dzików i czterech loch na placu zabaw. Według jej relacji zwierzęta zachowywały się spokojnie i szukały pożywienia, ale po zgłoszeniu ich obecności zostały uśmiercone. Kobieta pozostawiła później w tym miejscu kwiaty i tablicę.
Lasy Miejskie tłumaczyły, że bezpieczne przepłoszenie zwierząt nie było możliwe ze względu na brak odpowiedniego terenu zielonego w okolicy. Następnie przeprosiły mieszkańców narażonych na obserwowanie interwencji, zapewniając, że kolejne działania będą prowadzone z poszanowaniem zarówno lokalnej społeczności, jak i dobrostanu zwierząt.
Jako alternatywę dla zabijania dzików wskazuje się niekiedy antykoncepcję. Zdaniem rzecznika PZŁ obecnie nie jest to jednak rozwiązanie możliwe do zastosowania na większą skalę. Każde zwierzę należałoby wcześniej odłowić, nie byłoby też łatwego sposobu kontrolowania podanych dawek. W Polsce nie ma ponadto sprawdzonych i dopuszczonych preparatów, które można byłoby podawać dzikom wraz z pożywieniem.
Samo płoszenie także nie wystarcza. Zwierzęta szybko wracają do miejsc, w których znajdują jedzenie. Według PZŁ Warszawa potrzebuje więc kompleksowego systemu: monitorowania liczebności i rozmieszczenia dzików, lepszego zabezpieczania odpadów, egzekwowania zakazu dokarmiania, edukowania mieszkańców, stosowania metod odstraszania, a w koniecznych i prawnie dopuszczalnych przypadkach także redukcji populacji.
Za zarządzanie dzikami w Warszawie nie odpowiada PZŁ, ponieważ miasto nie stanowi obwodu łowieckiego. Zadania te należą do właściwych organów samorządowych, a w praktyce wykonują je wskazane przez miasto służby, przede wszystkim Lasy Miejskie.
👨⚖️ Warszawscy radni składają zawiadomienie do prokuratury
„Pokazuje to całkowity brak decyzyjności władz Warszawy. Ta indolencja odbywa się niestety kosztem bezpieczeństwa Warszawiaków. W wyniku zaniechań i niedopełnienia obowiązków doszło do sytuacji zagrożenia życia i zdrowia mieszkańców Warszawy, a liczba pogryzień, interwencji służb i hospitalizacji poszkodowanych osiągnęła niespotykane dotąd rozmiary. Dlatego razem z radnym Damian Artur Kowalczyk złożyliśmy w tej sprawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Skoro władz Warszawy do podjęcia odpowiednich działań nie skłoniła skala niebezpiecznych zdarzeń i nie są w stanie zrobić tego także radni, którzy domagali się na sesjach stosownej reakcji, to może będzie w stanie zrobić to Prokuratura”. – przekonuje radny Christian Młynarek
🤔 Co zrobić, gdy spotkamy dzika?
Przede wszystkim nie należy do niego podchodzić, dokarmiać go ani próbować robić sobie z nim zdjęć. Najlepiej spokojnie zmienić trasę, przejść na drugą stronę ulicy i pozostawić zwierzęciu przestrzeń.
Psy, szczególnie w parkach, lasach i w pobliżu zarośli, powinny być prowadzone na smyczy. Mogą sprowokować dzika do ataku, a następnie schować się za właścicielem. Szczególną ostrożność należy zachować w pobliżu loch z młodymi – matka może potraktować człowieka lub psa jako zagrożenie dla warchlaków.
Warszawa stoi więc przed trudnym problemem. Z jednej strony rośnie liczba spotkań i ataków, a mieszkańcy obawiają się o siebie, dzieci oraz zwierzęta domowe. Z drugiej – zabijanie dzików, zwłaszcza w przestrzeni publicznej, budzi sprzeciw i pytania o dostępne alternatywy. Jedno jest pewne: przy blisko 14,5 tys. zgłoszeń w ciągu siedmiu miesięcy sytuacji nie można już traktować jako pojedynczych incydentów.
ℹ️ Źródło: „Super Express”
Stowarzyszenie Nasze Włochy

Wpis automatycznie zsynchronizowany z profilu Facebook Włochy Info

